Po karnawale – czas na gorzkie żale.

Gdyby zadać pytanie przypadkowemu przechodniowi o karnawał, jego pierwsze skojarzenie wędrowałoby do brazylijskiego Rio,
stolicy tego typu uciech, słynnej z imprezy przyciągającej oczy wystawnymi wozami,
na których tancerki i tancerze popisują się swoimi umiejętnościami.
Bliższa geograficznie byłaby Wenecja znana z masek –
wciąż ulubionej pamiątki wycieczkowiczów zwiedzających miasto kanałów, wysp i zakochanych.
Polacy obchodzili karnawał od wielu wieków – jedno z jego najdawniejszych określeń brzmiało „zapust”.
W XVIII wieku bardzo popularne stały się u nas bale maskowe, tzw. reduty,
na które mógł przyjść każdy, kto zakrył swoje oblicze wymyślną „maszkarą” (maską).
Tradycja pozwalała na ten krótki czas roku zapominać o tym, kto kim jest w społeczeństwie.
Nie pamiętało się o ustalonym porządku, obowiązkach, dlatego tak bardzo lubiano okres przed wielkopostnym umartwianiem się.
Mamy wiek XXI, rok 2014, a tradycja trwa. Na karnawałowej zabawie w podstawówce na Wańkowicza 1 w Olsztynie nie zabrakło przebierańców mniej lub bardziej rozpoznawalnych.
Czego nie uczyniła maska, tego dokonały szminka, błyszczyk, kredka do rzęs i inne narzędzia czyniące osoby wchodzące na roztańczoną salę bardziej tajemniczymi.
Naturalnie, dziewczynki wykazały więcej inwencji i chęci bycia kimś innym, chłopcy nieco rzadziej rezygnowali ze swojej jedynej słusznej, codziennej kreacji.
Zgodnie z obyczajem płeć piękna wychodziła na środek parkietu,
płeć mniej nadobna podpierała ściany niczym młodzież z przysłowiowej remizy strażackiej.
Tak czy inaczej – każdy bawił się jak umiał, a pani Paluch od Samorządu Uczniowskiego oczywiście nie pozwalała zasnąć,
tym bardziej, że pan Wąsik wciąż puszczał najnowsze przeboje – także te według życzenia dzieciarni.
Na bezpieczeństwem czuwał mały strażak (patrz ostatnie zdjęcie). I tak kolejna impreza przeszła do historii szkoły.